wtorek, 16 stycznia 2018

Krzysztof Koziołek 'Imię Pani' - kryminał przedwojenny czy retro?

'Imię Pani' to 13 - jak liczę - powieść Krzysztofa Koziołka, o zaledwie rok ode mnie starszego człowieka. I już 13 książek oraz własne wydawnictwo. Co ja robię w tym życiu, to nie wiem....
Wróćmy do powieści. Autor poprosił mnie o recenzję, więc takową napiszę albo luźne uwagi o książce. 
W książce na pierwszy rzut oka spodobała mi się okładka. Było na niej odniesienie do klasztoru - a więc z 'Imieniem róży' mi się skojarzyło i do kryminału retro, które lubię.'Zło czai się wszędzie' to z kolei zgrabna aluzja do Agathy Christie. 
Moje wrażenia z lektury są ambiwalentne. Bo z jednej strony czytam tę książkę już po całej kolejce blogerów i użytkowników LubimyCzytać, bo powieść była popularna przed świętami. Chcąc nie chcąc ciągle widziałam peany na cześć tej książki oraz wielkie słowa. Jak z tym mają się moje odczucia?
Powieść czytałam z ochotą i ciekawością. NA poziomie akcji i świata przedstawionego wciągnęłam się i oczekiwałam na rozwiązanie akcji. No i właśnie. Rozwiązanie akcji. Jedna osoba na LC napisała, że jej się nie podobało. Mi też nie. Chodzi mi o to, że ja lubię, gdy kryminały posiadają wewnętrzną logikę. U Agathy Christie morderca zawsze był w akcji od początku. I gdy zaczęłam czytać 'Imię Pani', gdy pojawiały się kolejne trupy, przypomnę, że miejscem akcji jest senny przedwojenny Krzeszów i klasztor, a więc skończona liczba osób, które poznajemy w trakcie akcji, no więc gdy pojawiały się te trupy, to myślałam, że jest to kryminał w stylu Christie i obstawiałam mordercę spośród wymienionych postaci. Bardzo byłam więc zaskoczona, że rozwiązanie okazało się czymś w rodzaju królika z cylindra. Owszem, historycznie patrząc, takie rozwiązanie jest wiarygodne, ale kompletnie nie ma uzasadniania w akcji. Można argumentować, że przecież Gustaw Devart był częścią machiny III Rzeszy, do której wówczas Krzeszów należał, że tak mogło być, ale według mnie rozwiązanie okazało się dziwne, bo wbrew logice wewnętrznej książki. 
Po drugie słowo 'Retro' na okładce. Retro  w powieściach to takie budowanie świata przedstawionego, postaci, miejsc, sposobu myślenia i zachowania, języka, że czytelnik czuje się przeniesiony w czasie. A tutaj historia była jedynie we fragmentach opisujących miejsce. Owszem, w sposób wyczerpujący, ale miałam wrażenie, ze to fragmenty dodatkowe, nie mające nic wspólnego z akcją. Prawdę mówiąc przerzucałam je wzrokiem jak najszybciej. Sam Devart to postać ciekawa. Polubiłam gościa, ale miałam wrażenie, że mógłby być z każdych czasów. Po prostu moim zdaniem to nie jest powieść retro. To kryminał, w który wstawiono ciekawe opisy historii ciekawego miasteczka, w którym odbija się skomplikowana historia tego regionu: reformacja i kontrreformacja, wpływy polskie, czeskie i niemieckie, wielkie wojny, słowem ciekawe miejsce, które wybrał autor na akcję.  
Jestem dziwnym czytelnikiem, który lubi ład  i metodę, a tu niby wszystko było, niby akcja wciągała, a jednak po skończonej lekturze miałam wrażenie, że powieść łączy różne style popularne, każdy z nich został złamany i to mi się nie podobało. Uważam, że w 'kryminałach retro' autor nie będzie doskonały, że mocniejszą stroną jest skupienie się na problemach postaci, na wątkach uniwersalnych. I właśnie detektyw ze złamanym życiem to mocna strona tej książki, która 'trzymała wszystko'. Dzięki niej się nie nudziłam czytając. Tak mniej więcej po połowie książki miałam wielkie nadzieje, że autor zaskoczy mnie diametralnie, że pójdzie w stronę tego kapelusza, że wyciągnie coś z przeszłości.... Niestety.  Na pewno jest to ciekawa książka, ale ja jestem nią trochę rozczarowana. 
Daję jej 5 gwiazdek
Za książkę dziękuję autorowi.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...