czwartek, 21 września 2017

Fajne chciejki ze strony Znak.com.pl

Dzień dobry,
Dziś przedstawiam kilka książek, których nie mam, a chciałabym mieć. To moje 'chciejki' ze strony znak.com.pl.
Polecam
Neologizm ten zaczerpnęłam z blogów.

http://www.wydawnictwoznak.pl/wydarzenie/Czy-japonski-kryminal-ma-szanse-przycmic-skandynawski/3660

14.VIII.2017

Czy japoński kryminał ma szansę przyćmić skandynawski?

Pod koniec wakacji ruszamy z nową serią kryminalną, nieco egzotyczną, bo japońską. 16 sierpnia zaczynamy „Przeczuciem" Tetsui Hondy. Jesteśmy ciekawi, czy książka przypadnie do gustu polskim czytelnikom, szczególnie, że literatura japońska rzadko pojawia się naszych księgarniach.
Tetsuya Honda to cesarz japońskiego kryminału. Jego seria o Reiko Himekawie w samej Japonii sprzedała się w nakładzie ponad czterech milionów egzemplarzy, a na jej podstawie nakręcono kilka filmów i serial. Sama Reiko jest jedną z najbardziej wyrazistych bohaterek w japońskich kryminałach.
To bohaterka nietypowa, młoda, piękna i - co najgorsze - jest kobietą, która w konserwatywnej Japonii stoi wysoko w policyjnej hierarchii - to wyjątek. Ten właśnie fakt, na tle wielu elementów charakterystycznych dla japońskiej tradycji, jednocześnie dziwi i zachwyca. Czytelnik wyraźnie widzi inną niż w znanej mu kulturze rolę kobiety jako szefa. Zauważa ogromne przywiązanie do hierarchii, wymóg okazywania szacunku czy to, jak bardzo wychodzenie przed szereg jest nieakceptowane w pracy zespołowej. Autor porusza w swojej książce tematy tabu, przytacza anegdoty i przybliża symbole, dla nas kompletne egzotyczne, a przez to fascynujące.
A wszystko zaczyna się od zwłok podrzuconych pod żywopłotem. Jak śmieci. I to w Tokio, gdzie nikt nie wyrzuci na ulicę nawet papierka. 

http://www.wydawnictwoznak.pl/wydarzenie/Ten-blyskotliwy-debiut-az-kipi-od-humoru-i-cudownej-ironii/3182
 
15.VIII.2016

"Ten błyskotliwy debiut aż kipi od humoru i cudownej ironii"

"Gniazdo" to zabawny i zarazem poruszający portret współczesnej rodziny, w której relacje mocno kształtowane są przez kryzys finansowy. To także świeże spojrzenie na dzisiejszych nowojorczyków, nadal niemogących otrząsnąć się po tragedii 11 września. Książka napisana z wrażliwością godną Alice Munro i humorem przypominającym najlepsze filmy Woody'ego Allena zachwyciła amerykańskich czytelników i krytyków. Przeczytajcie recenzje!
Przezabawna i wzruszająca książka. „Gniazdo" jest wybitnym debiutem.
„People", Książka tygodnia
Ten błyskotliwy debiut aż kipi od humoru i cudownej ironii.
"New York Times Book Review"
To niezwykle zabawna saga rodzinna - dorosłe rodzeństwo traci grunt pod nogami, kiedy okazuje się, że lekkomyślny starszy brat może roztrwonić spadek, na który tak bardzo liczyli.
„Entertainment Weekly", Dziewięć książek, które musisz przeczytać w marcu


Królestwo za mgłą. Z autorką Pasażerki rozmawia Michał Wójcik Wakacje nad Adriatykiem"Bałyśmy się, aby piloci nie pomylili naszej kolumny więźniów z kolumną wojska"

Dokładnie 17 stycznia 1945 roku rozpoczął się marsz śmierci z Auschwitz, czyli ewakuacja kilkudziesięciu tysięcy więźniów. Wśród więźniów, którzy przeżyli tę brutalną formę „ewakuacji" znalazła się Zofia Posmysz. Ponad 70 lat po wojnie postanowiła po raz pierwszy opowiedzieć całą swoją historię. Przeczytajcie fragment, w którym opowiada o marszu śmierci.

„Aż nadszedł 17 stycznia 1945 roku. Z samego rana oznajmiono nam, że tego dnia opuszczamy obóz. Mamy się na własną rękę zaopatrzyć w ciepłe rzeczy, w jedzenie. Zrobiło się zamieszanie, więźniarki obległy magazyny z odzieżą, ruszyły także na magazyny z żywnością. Ja również wyszłam i przed Blockführerstube zobaczyłam ogień. Podeszłam bliżej. Pali się ognisko, wielki stos. Esesmani wynoszą skoroszyty, a on, Główka, polewa je jakimś płynem. Ten stos płonie, dokumenty znikają. A Główka podśpiewuje:
- Es geht alles vorüber, es geht alles vorbei... Wszystko mija, wszystko się kończy, po grudniu nastaje maj.
Zadowolony, widać, pali te dowody zbrodni. Poprawia ogień, uwija się dookoła stosu. Podeszłam do niego, myśląc, czy teraz mnie rozpozna, ale nie zwróciłam jego uwagi. Śpiewał sobie dalej. Więc odważyłam się i spytałam:
- Herr Unterscharführer, wo haben Sie jetzt das Köpfchen? I gdzie pan ma teraz swoją główkę?
A on, niezrażony, na cały głos po polsku:
- Jak zanurkuję, to nikt mnie nie znajdzie.
I na tym się skończyło. Już nigdy go nie zobaczyłam ani o nim nie usłyszałam. Opuściłyśmy Auschwitz, pognano nas w głąb Niemiec. Do Ravensbrück. W trzy i pół miesiąca po tym wojna się skończyła. Śledziłam później wszystkie procesy esesmanów. Nigdy nie natrafiłam na jego ślad. Nie trafił przed żaden trybunał. Nikt go nie dopadł. Chociaż... dwa lata później doszły mnie słuchy, że gdzieś w Niemczech dawni więźniowie Oświęcimia podobno go rozpoznali i zlinczowali. Ale czy to prawda? I czy na pewno jego? Wydaje mi się, że byłoby o tym głośniej. Nie wiem. Może przeżył.
*****************************
Michał Wójcik: Marsz Śmierci. Z obozów Auschwitz I i Auschwitz II-Birkenau wyruszyło około 56 tysięcy osób. Aż 15 tysięcy więźniów tego marszu nie przeżyło.
Zofia Posmysz: Ja tej skali, tego ogromu nie ogarniałam. Wyruszyłyśmy w ciemnościach, choć strażnicy mieli latarki. Ale one specjalnego światła nie dawały. Kilka moich znajomych zaryzykowało: koleżanka z Wadowic miała niedaleko, uciekła. Udało się jej. Strażnik co dziesięć metrów, może dlatego. Gdy doszłyśmy do Pszczyny, nad naszymi głowami pokazały się radzieckie samoloty. Leżałyśmy przy pałacowym murze. Pamiętam, że bałyśmy się, aby piloci nie pomylili naszej kolumny więźniów z kolumną wojska. I żeby nam bomb nie zrzucili na głowy. Było potwornie zimno, osiemnaście stopni mrozu. Doszłyśmy do jakiejś stodoły, ale jak i kto rozdzielał miejsca do spania dla tych tysięcy osób - nie wiem. Skąd my wiedziałyśmy, że idziemy do Ravensbrück - też nie mam pojęcia. Ja w każdym razie liczyłam na to, że Armia Czerwona zajdzie nam drogę i nigdzie nie dojdziemy. Taka była nadzieja. Ale tak się nie stało. Po trzech dniach doszłyśmy do stacji Wodzisław, wówczas Leslau. Załadowali nas do pociągu, na wagony otwarte. Bez dachu. Towarowe. Dojechałyśmy w ten sposób do Ravensbrück. Nie wszystkie dojechały żywe, różnie było. Ale na pewnej stacji po drodze, na terenie Niemiec, doszło do charakterystycznego zdarzenia. Jedna z dziewcząt zaczęła krzyczeć: Wody, wody, wody! Miałyśmy wielkie pragnienie, choć mróz był niemiłosierny. Byłam blisko krawędzi platformy. Zobaczyłam niemieckiego kolejarza. Podszedł do naszego strażnika, postena, i krzyknął: Dajcie im pić! Ten mu coś odburknął, że wody nie ma i nie będzie. Kolejarz jeszcze bardziej się zdenerwował: Mordujecie ludzi, a cały naród będzie za to odpowiadał! To było zdumiewające, ale i budujące. Pewnie przemawiał przez niego strach, jednak być może też obudziło się w nim sumienie.
MW: Lepiej późno niż wcale.
ZP: I to zadziałało. Posten przyniósł nam wiadro. Kto chciał, to się napił. Do Ravensbrück dojechałyśmy już za dnia."



http://www.wydawnictwoznak.pl/wydarzenie/Opowiesc-o-kobiecej-sile-i-o-niewinnosci/3552
24.IV.2017

Opowieść o kobiecej sile i o niewinności

Postać Lukrecji Borgii owiana jest czarną legendą. Zdeprawowana, nikczemna i podstępna nimfomanka goszcząca w swoim łożu ojca i rodzonego brata. Zgrabne dziewczę, o obliczu jak żywcem wyjętym z obrazów mistrza Rafaela, które na palcu nosić miało pierścień wyposażony w nasączoną trucizną igłę.
Większość podań historycznych przedstawia jednak Lukrecję Borgię zupełnie inaczej, kładąc nacisk na to, że tak naprawdę była ona ofiarą instrumentalnego traktowania przez męskich przedstawicieli rodziny Borgiów. Po opuszczeniu rodzinnych murów Lukrecja miała zostać szczęśliwą matką i przedsiębiorczą żoną, wspomagającą artystów i biedotę.
Jej ojcem był niesławny Rodrigo Borgia (później papież Aleksander VI), którego po dziś uznaje się za jednego z najbardziej zdemoralizowanych papieży w historii. Otaczający się prostytutkami, praktykujący symonię i nepotyzm, nie cofający się przed niczym rozpustnik i skrytobójca, stał się bohaterem niesamowitej ilości przedstawień w kulturze. W ostatnich latach ogromną popularność zdobył serial „Rodzina Borgiów" pokazujący życie papieża (w roli Rodriga fenomenalny Jeremy Irons) i jego dzieci. Na podstawie jego historii nakręcono również między innymi serial „Prawdziwa historia rodu Borgiów", napisano mnóstwo powieści (m.in. „Rodzina Borgiów" pióra Mario Puzo), film „Konklawe", powstał nawet komiks. Postać papieża Borgii pojawiła się również w serii gier komputerowych Assasin's Creed.
Brat Lukrecji - Cezar Borgia uważany jest za jednego z najbardziej bezwzględnych polityków w historii. Przypisuje mu się niezliczone zabójstwa, kupczenie dobrami i stanowiskami kościelnymi, ale także wiele udanych podbojów na terenie Włoch. Stanowisko inżyniera wojsk Cezara obejmował przez jakiś czas sam Leonardo da Vinci. Sam Borgia z kolei jest pierwowzorem „Księcia" Machiavellego.
„Przez materiał opończy poczułam wbijający mi się w plecy czubek sztyletu. Kiedy prowadził mnie po schodach do opustoszałego holu na dole, miałam wrażenie, że nawet echo naszych kroków drwi z mojej naiwności. Poszłam z nim z własnej woli. Znałam go od dzieciństwa, a mimo to pozwoliłam, by współczucie wzięło górę nad ostrożnością. Weszłam w sidła, które na mnie zastawił. A teraz musiałam żyć z konsekwencjami.
Miał słuszność, myślałam, idąc wraz z nim w oszołomieniu do drzwi, za którymi znajdowało się tajemne przejście z Kaplicy Sykstyńskiej do mojego pallazzo. Ostatecznie nie miało znaczenia, komu uwierzą.
W przypadku naszej rodziny prawda nic nie znaczyła".
"Księżniczka Watykanu" to historia kobiety, której przyszło żyć w epoce niespotykanego przepychu i nikczemnych intryg. To opowieść o kobiecej sile i o niewinności, którą trzeba poświęcić, aby pokonać los przypieczętowany przez krew przodków.
Książki C.W. Gortnera przetłumaczone zostały na 21 języków. Nakładem wydawnictwa Znak Literanova ukazały się „Przysięga królowej" (2014), „Spisek Tudorów" (2014) i „Potomek Tudorów" (2015). Autor słynie z drobiazgowych badań, które przeprowadza przed pisaniem swych powieści. By lepiej wczuć się w swoje postaci, uczył się dworskich tańców czy mieszkał jakiś czas w hiszpańskim zamku. Lekkość pióra i potoczysty język, jakim pisze Gortner, sprawiają, że czytelnicy nałogowo pochłaniają powieści jego autorstwa. Mimo że pisarz trzyma się historycznych faktów, osadzając akcję w realiach epoki, jego postaci - nawet te najbardziej kontrowersyjne - tętnią życiem. Odkrywa przed czytelnikami sekrety najbardziej szokujących i skomplikowanych rozdziałów historii.
Fot. Pinturicchio [Public domain], Wikimedia Commons


Opowieść o kobiecej sile i o niewinności, którą trzeba poświęcić

Księżniczka Watykanu. Opowieść o Lukrecji Borgii Borgiowie – najpotężniejsza rodzina świata. Bezwzględni i niebezpieczni, drapieżni i zepsuci do szpiku kości, nie cofną się przed niczym, aby sięgnąć po władzę.

Kiedy Rodrigo Borgia zostaje papieżem, jego młodziutka córka Lukrecja staje się pionkiem w bezwzględnej politycznej grze. W wieku trzynastu lat zmuszona do pierwszego małżeństwa, stopniowo wchodzi w świat kłamstw i spisków.

Aby w nim przetrwać, Lukrecja szybko uczy się knucia intryg, a obudzona w niej kobiecość sprawia, że poznaje smak zakazanych namiętności.

Papieska córka doskonale opanowuje reguły okrutnej gry, lecz jej celem jest jedno – przetrwanie. I zemsta na tych, którzy ją skrzywdzili.

***

"Księżniczka Watykanu" to historia kobiety, której przyszło żyć w epoce niespotykanego przepychu i nikczemnych intryg. To opowieść o kobiecej sile i o niewinności, którą trzeba poświęcić, aby pokonać los przypieczętowany przez krew przodków.
http://www.wydawnictwoznak.pl/wydarzenie/Dzikie-labedzie-Trzy-corki-Chin-fragment/3648

Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin - fragment

Pod koniec lipca w Znak Literanova ukaże się książka, która poruszyła czytelników na całym świecie. Nie można jej przeczytać tylko w Chinach, gdzie wciąż jest zakazana przez władze.
 "Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin" to przejmująca opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny, której doświadczenia tworzą niezwykły obraz przemian, jakie dokonały się w Chinach. Już dziś możecie przeczytać fragment.

„MAŁE ZŁOTE LILIE" - KONKUBINA GENERAŁA
(1909-1933)
Moja babcia w wieku piętnastu lat została konkubiną generała, szefa policji w słabym i chwiejnym chińskim rządzie. Był rok 1924 i w kraju panował chaos. Na przeważającym obszarze, łącznie z Mandżurią, gdzie mieszkała moja babka, władzę sprawowali wojskowi. Związek został zaaranżowany przez jej ojca, urzędnika policji w prowincjonalnym mieście Yixian w południowo-zachodniej Mandżurii, leżącym sto sześćdziesiąt kilometrów od Wielkiego Muru i czterysta kilometrów na północny wschód od Pekinu.
Jak większość miast w Chinach, Yixian został zbudowany jako forteca. Mury, które go otaczały, pochodziły z czasów dynastii Tang (618-907 naszej ery). Miały dziewięć metrów wysokości, trzy metry sześćdziesiąt centymetrów szerokości i wieńczyły je blanki dźwigające szesnaście fortów rozstawionych w regularnych odstępach. Mury były na tyle szerokie, że można było swo¬bodnie przejechać po nich konno. Do miasta prowadziły cztery bramy, których usytuowanie odpowiadało czterem położeniom igły kompasu, każda z zewnętrzną ubezpieczającą bramą, a całą fortyfikację otaczała głęboka fosa.
W mieście najbardziej rzucała się w oczy wysoka, bogato zdobiona dzwonnica z ciemnobrązowego kamienia, która została zbudowana w VI wieku, kiedy przyjęto tu buddyzm. Każdej nocy uderzano w dzwon, aby oznajmić godzinę, używano go również jako alarmu w razie pożaru albo powodzi. Yixian był dobrze prosperującym miastem handlowym. Na równinach wokół uprawiano bawełnę, kukurydzę, sorgo, soję, sezam, brzoskwinie, jabłka i winogrona. Na łąkach i na wzgórzach leżących na zachód od miasta rolnicy hodowali owce i bydło.
Mój pradziadek, Yang Rushan, urodził się w 1894 roku, kiedy jeszcze całymi Chinami rządził cesarz rezydujący w Pekinie. Członkowie rodziny panującej byli Mandżurami, którzy podbili Chiny w 1644 roku. Rodzina Yang należała do chińskiej grupy etnicznej Han i powędrowała na północ od Wielkiego Muru, szukając szczęśliwszego losu.
Pradziadek jako jedyny syn swoich rodziców był najważniejszą osobą w całej rodzinie. Tylko dzięki synowi może przetrwać nazwisko rodu - bez niego linia rodzinna wygaśnie, co dla Chińczyków było równoznaczne z najstraszliwszą zdradą, jaką można popełnić wobec własnych przodków. Posłano go do dobrej szkoły. Miał zdać egzaminy, aby zostać mandarynem - urzędnikiem. Było to ambicją większości mężczyzn w tym czasie. Żaden Chińczyk nie czuł się bezpiecznie bez władzy lub pieniędzy, bo nic go wtedy nie chroniło przed urzędniczym rozbojem lub nieprzewidzianą przemocą. W Chinach nigdy nie istniał oficjalnie zatwierdzony system prawny. Wymiar sprawiedliwości był niepodważalny, a okrucieństwo wpisano w działanie wszystkich instytucji, ale mogło ono także wynikać z kaprysu urzędnika, który, jeśli miał władzę, sam był prawem. Dla dziecka z niearystokratycznej rodziny zostanie mandarynem było jedynym sposobem wymknięcia się z obrotów wiecznie kręcącego się koła niesprawiedliwości i własnego strachu. Yang zdecydował, że jego syn nie zajmie się tradycyjnym rodzinnym rzemiosłem - wyrabianiem filcu - i poświęcił siebie i całą swoją rodzinę, aby go wykształcić. Kobiety szyły dla okolicznych zakładów krawieckich, pracując do późna w nocy. Żeby zaoszczędzić pieniądze, przykręcały lampki oliwne do minimum i psuły sobie wzrok. Od ciężkiej, wielogodzinnej pracy puchły im palce.
Zgodnie z obyczajem mój pradziadek został ożeniony bardzo młodo, w wieku czternastu lat, z dziewczyną starszą od niego o sześć lat. Uważano wtedy, że jednym z obowiązków żony jest pomoc w wychowywaniu męża.
Historia jego żony, mojej prababki, jest typową historią milionów chińskich kobiet z tamtych czasów. Pochodziła z rodziny garbarzy o nazwisku Wu. Ponieważ jej rodzina nie należała do inteligencji ani nikt z niej nie piastował urzędniczego stanowiska, a w dodatku była dziewczynką, w ogóle nie dano jej imienia. Urodziła się jako druga córka i nazwano ją po prostu „Dziewczyną numer dwa" (Eryatou). Jej ojciec umarł, kiedy była niemowlęciem, i wychowywał ją wuj. Pewnego dnia, gdy miała sześć lat, wuj jadł obiad z przyjacielem, którego żona była w ciąży. Podczas obiadu obaj mężczyźni ustalili, że jeśli dziecko będzie chłopcem, poślubi sześcioletnią siostrzenicę wuja. Dwoje młodych nigdy nie spotkało się przed ślubem. Poza tym miłość traktowano jako coś wstydliwego, coś, co naruszało honor rodziny. Nie dlatego, żeby stanowiła tabu - w Chinach istniała pradawna tradycja romantycznej miłości - ale dlatego, że uważano, iż młodzi ludzie nie powinni znaleźć się w sytuacji, w której coś takiego może się przytrafić, ponieważ małżeństwo było sprawą zwykłego obowiązku, umowy pomiędzy dwiema rodzinami. Jeśli miało się dużo szczęścia, można się było zakochać po ślubie.
W momencie ślubu, który mój pradziadek zawarł w wieku lat czternastu, biorąc pod uwagę, że chowano go pod kloszem, nadal był jeszcze właściwie dzieckiem. Pierwszej nocy nie chciał spać w pokoju ślubnym. Zasnął na łóżku w pokoju matki i przeniesiono go, kiedy spał, do sypialni, w której była panna młoda. Ale chociaż był rozpieszczonym i zepsutym chłopcem i ciągle jeszcze potrzebował pomocy przy ubieraniu, wiedział dobrze, jak się „robi dzieci", jak to ujęła jego żona. Moja babka urodziła się pierwszego roku po ślubie rodziców, piątego dnia piątego księżyca, wczesnym latem 1909 roku. Była w lepszej sytuacji od swojej matki, bo jednak nadano jej imię, które brzmiało Yufang. Yu oznacza „jadeit" i było to imię nadawane całemu potomstwu tej generacji, fang zaś oznacza „pachnące kwiaty".
Świat, na którym się pojawiła, był absolutnie nieprzewidywalny. Imperium mandżurskie, które trwało przez dwieście sześćdziesiąt lat, rozpadło się. W latach 1894-1895 Japonia zaatakowała Chiny w Mandżurii. Chiny poniosły ciężkie straty i utraciły część terytoriów. Powstanie bokserów w 1900 roku zostało stłumione przez osiem obcych armii, których kontyngenty stacjonowały potem w Mandżurii, niektóre z nich rozlokowano wzdłuż Wielkiego Muru. W latach 1904-1905 Rosja i Japonia stoczyły wojnę na równinach Mandżurii, a zwycięstwo Japonii sprawiło, że stała się tam dominującą siłą. W 1911 roku pięcioletniego cesarza Chin Pu Yi obalono i ustanowiono republikę, na której czele stanął charyzmatyczny przywódca Sun Jat-sen.
Nowy rząd republiki wkrótce upadł i kraj podzielił się na rządzone przez lokalnych watażków terytoria. Szczególnie Mandżuria była źle nastawiona do republiki, ponieważ właśnie z niej wywodziła się panująca dynastia. Zewnętrzne siły, zwłaszcza Japonia, pomnożyły wysiłki, aby zapanować nad Chinami. Wobec tych wszystkich nacisków stare instytucje załamały się i w efekcie powstała pustka w sferze władzy, moralności i autorytetów. Wielu ludzi dążyło na szczyty, przekupując lokalnych potentatów kosztownymi podarunkami: złotem, srebrem i innymi kosztownościami. Pradziadek - nie na tyle bogaty, by kupić sobie wysoką pozycję w dużym mieście - gdy dobiegał trzydziestki, był zaledwie urzędnikiem policji w rodzinnym Yixianie, prowincjonalnej dziurze. Ale miał wielkie plany. I miał wartościowe aktywa - swoją córkę.
Babcia była pięknością. Miała owalną twarz z różowymi policzkami i alabastrową cerę. Długie, lśniące czarne włosy splatała w gruby warkocz, który sięgał talii. Jeśli okoliczności tego wymagały, była skromna i poważna - a przeważnie wymagały. Ale pod stateczną powierzchownością kryła się tłumiona energia. Była niewysoka, miała ponad metr pięćdziesiąt, drobną figurę i spadziste ramiona, uznawane wtedy za idealne.
Jej największym majątkiem były jednak krępowane stopy, zwane po chińsku siedmiocentymetrowymi złotymi liliami (sancun jinlian). Oznaczało to, że jej chód był jak „kołysanie się młodych pędów wierzby w wiosennych powiewach", jak to ujmowali chińscy znawcy kobiecej urody. Widok kobiety kołyszącej się na krępowanych stopach miał działać na mężczyznę erotycznie, ponieważ jej bezradność budziła opiekuńcze uczucia w patrzącym.
Babcia miała dwa lata, kiedy zaczęto jej bandażować stopy. Jej matka, która sama miała krępowane stopy, najpierw kawałkiem białego materiału o długości sześciu metrów przywiązała jej palce, oprócz dużego, do podeszwy stopy. Potem na wierzchu położyła duży kamień i zgruchotała kości. Babcia krzyczała w potwornym bólu, ale matka wetknęła jej między zęby złożony kawałek materiału, żeby nie było słychać wrzasków. Ten ból babcia znosiła wielokrotnie.
Trwało to dobrych kilka lat. Nawet kiedy kości już połamano, stopę krępowano bandażem z grubego materiału w dzień i w nocy, bo gdyby ją uwolniono, mogłoby się zdarzyć, że kości zaczną się zrastać. Przez lata moja babka żyła w nieustannym bólu. Kiedy prosiła, żeby rozwiązać bandaże, matka szlochała i mówiła, że to by zrujnowało całe jej życie i że robi to dla jej szczęścia.



I tak się składa, że wszystkie wydał Znak Literanova.
Podoba się Wam któraś z nich? Czytaliście?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...