środa, 22 listopada 2017

Elizabeth Winder 'Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia' - wgląd w życie i osobowość najsłynniejszej kobiety XX wieku.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Książka ukaże się pojutrze, bo 23 listopada 2017 roku w Wydawnictwie Literackim. W sam raz, żeby kupić ją bliskim na święta, co polecam, bo książka jest naprawdę ciekawa. 
Zamierzałam ją sobie odpuścić, ale coś mnie tchnęło i zdecydowałam się. Całe szczęście, bo lektura przyniosła mi wiele radości i zostanie we mnie na dłużej.
Autorka napisała tez książkę o Sylwii Plath - lubi więc pisać o kobietach skomplikowanych. 
Książka o Marilyn napisana została w sposób przemyślany. Tyle informacji o tej postaci, jakie są dostępne, wymaga przemyślanego planu. I autorka wymyśliła, że opisze rok z życia MM, gdy ta wyjechała z Holywood do Nowego Jorku, żeby uciec od wiążącego ją kontraktu z Fox, poniżających filmów, w których musiała grać głupie blondynki, poznać siebie, zmienić styl, zacząć uczyć się aktorstwa, poznać przyjaciół na całe życie....
Ten rok opisała Elizabeth Winder w książce. 
Książka jest pełna Marylin. W wersji prebook już było jej sporo, ale w książce ostatecznej, którą otrzymałam wczoraj, gdy prawie kończyłam czytać, jest jej jeszcze więcej:
Takie pudło wczoraj przyszło intrygując sobą listonosza... .  A ja myślałam, że to pizza... Zastanawiam się, co pomyśli mąż, gdy znajdzie to pudełko....
W środku była 'Marilyn' w twardej oprawie.


Teraz mam dwie. Jedną oddam w prezencie. Ktoś się ucieszy.
 A oto zawartość pełna MM:



Podoba mi się ten cytat





Książka 'Marilyn na Manhattanie' to jednak przede wszystkim tekst o Marylin prawdziwej, jaka kryła się za całym tym blichtrem. Autorka pokazuje ją jako osobę o skomplikowanej osobowości. Im więcej czytałam w tej książce, tym bardziej miałam poczucie, że była kobietą wyjątkową, bardzo nietypową, nieprzystającą do świata, a jednocześnie kobieta, która ten świat zdobyła. Autorka analizuje jej przyjaźnie, zainteresowania, to jaka była w kontaktach z bliskimi, z kim się zaprzyjaźniła, co lubiła robić i w efekcie starała się pokazać Marylin taką, jaka naprawdę była. Lubiła czytać, a jednocześnie kochała modę. Lubiła makijaż, a jednocześnie nie dbała o to w co się ubierze. Lubiła być atrakcyjna, wprost szokowała swoim zachowaniem a jednocześnie chciała być postrzegana przez pryzmat swojej osobowości. Była otwarta, a jednocześnie żeniła się z poważnymi mężczyznami. Lgnęła do przyjaciół, którzy mieli rodziny, a jednocześnie nie potrafiła urządzić domu, w sensie, że nie umiała gotować, sprzątać i żyć w normalnych godzinach. 
Jednocześnie na wszystkich zdjęciach w książce widać ją otoczoną mężczyznami, zapatrzonymi w nią jak w obrazek. Smutne więc było to, że w zasadzie nigdy nie miała szczęśliwego związku. Była 'boginią seksu', a jednocześnie autorka mówi, że u przyjaciół Strasbergów mieszkała z ich nastoletnią córką i z nią się przyjaźniła najbardziej. Ale już najbardziej na świecie zdziwiłam się, że Marylin uwielbiała czytać. Że kochała rosyjską prozę dziewiętnastowieczną, że gdziekolwiek była, to zawsze szukała książek. I to dobrze o niej świadczy. 
Książka pokazuje, że bycie gwiazdą nie jest tak różowe jak mogłoby się wydawać, że gwiazdy są często nieszczęśliwe, że granie w filmach to praca po kilkanaście godzin na dobę, to bycie przedmiotem, to bezsenność i puste życie osobiste. Książka pokazuje też drogę do tego, żeby stać się ikona piękna. Pewnie nie każda z nas zostanie Marylin, ale kilka trików, które zastosowała na niej Amy Greene mogą przydać się też i nam, zwykłym śmiertelniczkom. Są to dobre buty, ubrania ze szlachetnego materiału, kolory nie przyćmiewające naszego wyglądu. 
W programach o Marylin, albo w książce o niej zawsze pojawia się kwestia psychotropów i psychoanalizy w wydaniu freudowskim. I wówczas na myśl przychodzi mi wniosek, że nie była to skuteczna metoda, że przyniosła jej więcej szkody niż pożytku. Elizabeth Winder mówi też o metodzie Stanisławskiego, która również polegała na wyciąganiu na wierzch demonów z przeszłości. I o Millerze, który lubił, gdy Marylin opowiadała o krzywdach z dzieciństwa, o molestowaniu na planach filmowych i kastingach itp. Aż chce się powiedzieć, że to nauczka dla nas, że lepiej jest dla nas, żeby pewne sprawy zostawić, nie gmerać w swoim dzieciństwie i traumach. Że w ten sposób bylibyśmy szczęśliwsi. A czy szczęśliwa była Marylin, którą opisuje Elizabeth Winder? A kto to wie? To była skomplikowana kobieta, trochę z innego świata i cała pełna sprzeczności. Po lekturze tej książki dochodzę do wniosku, że była jakby zbudowana z dwóch rodzajów klocków. Może aż tak pełen wewnętrznych sprzeczności człowiek był skazany na bycie nieszczęśliwym? Albo na młodą śmierć jako i zostanie ikoną kultury, choć cała sobą pragnęło się szczęścia, a jednocześnie chciało się być tą ikoną.  
W każdym razie to bardzo ciekawa książka i świetnie napisana.
Daję jej 8 gwiazdek

Za książkę dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...